wtorek, 11 listopada 2014

#2

Chciałabym powiedzieć, że budzą mnie piękne promienie słoneczne, przebijające przez okno oraz, że wstaję z ogromnym uśmiechem na ustach, z gotowymi włosami, twarzą i najlepiej ubrana  od stóp do głów w swój strój równo o godzinie ósmej zero zero. Niestety, rzeczywistość jest całkowitym przeciwieństwem tego, czego pragniemy. Mój spokojny sen przerywa nagłe wparowanie do pokoju Blooda, który w jeszcze nie ułożonych włosach, krzyczy do mnie jakieś niezrozumiałe słowa. Niezrozumiałe dlatego, ponieważ mam w uszach słuchawki i ciężko jest usłyszeć cokolwiek, gdy jest się nieco zagłuszonym. Poza tym, wybudza mnie gwałtownie, to wcale nie ułatwia sprawy. Odruchowo zamiast spojrzeć na trenera, spoglądam na zegarek, wskazujący godzinę szóstą trzydzieści i bez wyciągania słuchawek, odwracam się oraz kładę głowę pod poduszką, wiedząc, że tylko tam będę w stanie zagłuszyć całkowicie jego denerwujący krzyk . On jednakże nie daje za wygraną. Czuję, jak łóżko ugina się pod ciężarem jego ciała, a następnie czyjeś chłodne dłonie dotykają moich stóp, by po chwili wysunąć mnie całkowicie spod kołdry i niemal wyrzucić z łóżka. W ostatnim momencie jednakże, Blood łapie mnie, podtrzymuje i stawia na wprost, co szczędzi mi upadku. Nie jestem jednak zadowolona z takiego obrotu sprawy i wyciągam słuchawki z uszu, starając się ukazać jak największe niezadowolenie.
- Czy czasem mężczyźni nie mogą wchodzić do pokoi uczennic? - zapytałam złośliwie, krzyżując ramiona, a dopiero po chwili orientując się, że jestem jedynie w krótkich spodenkach piżamy, oraz w koszulce sięgającej mi nieco za pępek i natychmiast się poprawiam, aby uniknąć jego dziwnego zresztą wzroku. - Tak, jak zakazany jest taki strój. Nawet, jeśli jest to piżama. - odpowiada tym samym tonem, również krzyżując ramiona. Jego usta leżą w linii prostej, a czoło nie posiada ani jednej zmarszczki, bez jakichkolwiek emocji. Ale zdradzają go oczy. Myślę, wpatrując się w tęczówki oraz zagryzając wargę. Faktycznie mam rację i przez chwilę nawet przemyka mi myśl, że być może jest taki sam jak ja. Zaraz szybko to znika, gdy jego oczy stają się oazą pustki. Wtedy przypominam sobie, o zaniku tylko części naszych emocji. 
Cóż, czego się mogłam spodziewać?
- Jestem trenerem, mam prawo wejść i sprawdzić, co się u Ciebie dzieje, nawet w środku nocy. - wypowiada te słowa niezwykle mechanicznie, co przyprawia mnie o nieprzyjemne dreszcze. Gdy w połowie jego wykładu wyłączam się, on złośliwie zaczyna spoglądać na moje włosy, które przy ostatnim spotkaniu, nieco skrócił. Na moje policzki wkraczają purpurowe rumieńce ze złości i po raz pierwszy, mam ochotę kogoś uderzyć. Unoszę dłoń, kierując ją w twarz trenera, ale wtedy jego ręka przytrzymuje ją, odwracając moje ciało tyłem do niego. 
- Nie radzę. - posyła mi nikczemny uśmiech. - Bo zacznę myśleć, że nie posiadasz dysku*- mruknął wprost do mojego ucha i wtedy dokładnie czuję, co to znaczy dreszcz emocji. Staram się to zakryć kamienną twarzą i gdy tylko luzuje uścisk staję na przeciwko chłopaka. Myślę,że mogę przyznać, że jego wygląd jest typowo młodzieńczy, jak określają książki, które czytam. Widzę mocny zarys jego szczęki i podziwiam nieułożone włosy, ale zaraz orientuję się, że Blood uśmiecha się cwaniacko i to krępuje moje dalsze obserwacje. Wiem, że muszę się opanować, ale jest to naprawdę trudne ze względu na to, że dysk po prostu nie działa. Nie wiem, może jakaś usterka, może ja coś zrobiłam, ale NIE DZIAŁA.
- Za trzydzieści minut widzę Cię przed budynkiem. Załóż strój sportowy. - westchnął, przeczesując dłonią swoje włosy, a następnie odwraca się, by dotknąć klamki, jednakże zanim to robi, jeszcze się odzywa.
- Nie zapomnij spiąć włosów. - wyczuwam w jego głosie nutkę złośliwości pomieszanej z kpiną zasłania to jednak pustotą we wzroku, co niemal zmusza mnie do kolejnej fali agresji, jednakże zachowuję kamienną twarz i udaje mi się jedynie bezgłośnie prychnąć.  Gdy drzwi automatycznie zamykają się, uderzam dłonią w ścianę, czując się upokorzona. Nie tak miał wyglądać nasz trener, a już szczególnie nie powinien być TAKI.
Jest inny. Podobny do mnie i może to mi nie odpowiadało.
***
Stoję przed lustrem, co jakiś czas ukradkowo spoglądając w stronę drzwi. Dwadzieścia minut spóźnienia to sporo i czekałam, aż do mojego pokoju wparuje trener. Nie byłam to jednak moja wina, ponieważ była jeszcze zbiórka na śniadanie , po której wraz z innymi wyznaczonymi uczennicami byłam zmuszona jeszcze posprzątać. Czesząc szybko włosy, klęłam pod nosem, spinając je w wysokiego kucyka. Chroniąc je jednakże przed powtórką z pierwszego treningu z Bloodem, postanawiam upiąć je w koka. Ubrana w sportowe szorty oraz dresową bluzę, wychodzę z pokoju i przykładając dłoń do odbitki jej w ścianie, głośno wzdycham. Jestem pewna, że poniosę konsekwencje spóźnienia, co jeszcze bardziej wzbudza mój niepokój. Biegnę na zewnątrz, gdzie widzę stojące już w parach dziewczyny, wpatrujące się w twarz Blooda. Przełykam głośno ślinę, ale wzdycham z ulgą widząc, że chyba się nie spóźniłam.
Jednak, gdy tylko stawiam się w szereg wraz z innym, czuję palący wzrok chłopaka na sobie i już wiem, że nie odpuści mi dzisiaj. 

- Rachel Snakes. - jego głos w towarzystwie innych, jest ostry, jak brzytwa. Niemal czuję, jak przecina moje gardło, uniemożliwiając mi jakiekolwiek odezwanie się. Mruczę pod nosem ciche " jestem", ale widocznie o to mu nie chodzi. - Wyjdź proszę i chodź tutaj do mnie.
Czuję wzrok wszystkich par oczu uczennic, które dodatkowo mnie onieśmielają, jednakże nie poddaję się i z wysoko uniesioną głową, wychodzę, stając naprzeciw chłopaka. - Spóźniona. - warknął, celowo robiąc krok w przód, tym samym zmuszając mnie do kroku w tył. Cała czerwona ze wstydu, wpatruje się w jego oczy, cholernie ciemne i tak strasznie odległe.

- Przecież jeszcze nie zaczęliście. - udało mi się odezwać, chodź słyszałam, że mój głos zabrzmiał nerwowo. Moje kolana trzęsą się, jednakże mocniej stąpam na stopach, aby zachować pozory stabilności. Czasem mam wrażenie, że to wszystko widać, jednakże czy wtedy nie byliby zmuszeni zabrać mnie i wszczepić nowy dysk?
- Masz rację. - skinął powoli głową, unosząc dłonią. - Zaczynamy teraz, ale po treningu odrobisz jeszcze dwadzieścia kółek wokół budynku.
- Nawet nie zaczęliście! - podniosłam głos, czując, że będę tego żałować. Niestety, mam zbyt długi język i brak jakichkolwiek pohamowań. 

- Trzydzieści. - niemal syczy w moją stronę, mrużąc oczy, a gdy widzi, że nie mam zamiaru się już więcej odzywać, kiwa głową wprzód i odsuwa się na bok, dając wolną drogę uczennicom do spokojnego biegu wokół budynku. Ruszam jako ostatnia, biorąc pod uwagę, że lepiej nie narażać się po raz kolejny Bloodowi i po prostu odpuścić sobie jakikolwiek bunt. Niespodziewanie, trener łapie moje  ramię i zatrzymuje mnie, a następnie posyła mi intensywne spojrzenie w moje oczy, ale gdy nie reaguję, puszcza i cicho mamrocze coś pod nosem.
Biegnę, zastanawiając się,w jak dalekim stadium chorobowym może się on teraz znajdować i dlaczego akurat na mnie uwzięło się jego nieco nagięte piętno psychiczne.
***
Ze zmęczeniem wpatruję się w dziewczyny, które spokojnie zbiegają na bok do trenera i wolne już od treningu udają się z zadowoleniem w stronę swoich pokoi do ośrodka. Staję na chwilę przy murku, by móc zaczerpnąć powietrza na kolejne trzydzieści kółek, ale jak zwykle, nie dane jest mi spokojnie odpocząć. - A co Ty robisz? - jego głos działa mi na nerwy i ledwo się powstrzymuję, aby ponownie nie odpowiedzieć czegoś obraźliwego. Unoszę zmęczony wzrok i z wysiłkiem, naprawdę z ogromnym wysiłkiem silę się na pusty wyraz twarzy. Widzę, jak marszczy brwi. - Co jest? Już nie jesteś taka pyskata po dwudziestu kółkach. - mówi mechanicznie, ale przecież widzę, że walczy z łobuzerskim uśmiechem. Jego dysk też nie działa poprawnie? A może po prostu mu go nie wszczepili, bo ufają temu dupkowi?
Nie odpowiadam nic i ustawiam się na starcie, aby móc dobrze odliczyć, gdzie kończy i zaczyna się kolejne kółko. W momencie, gdy zamierzam ruszyć, chłopak staje przy mnie i łapie mój łokieć. Posyłam mu puste spojrzenie, na co się krzywi i cicho warczy. 

- Odpowiedz coś. 
Wzruszam ramionami, widząc, jak poirytowanie rośnie w jego oczach. W duszy śmieję się. W sumie, dobra zabawa. Puszcza mnie i już biegnę przed siebie, ale po chwili słyszę czyjeś kroki, zrównane ze mną. Spoglądam w bok i widzę Blooda, biegnącego obok z cwanym uśmieszkiem na twarzy. Prycham, przyśpieszając, ale on robi to samo, więc zamierzam go po prostu zignorować i tak jak co dzień - przeżyć. Nic innego nie pozostaje mi do roboty.
***
Siedzę w swoim pokoju i czytam jedną z książek Kapitolu.

"Od kilkunastu lat, nasze terytorium nawiedzają ludzie nadprzyrodzeni, potwory, które nie pozwalają nam funkcjonować. Stwarzają ogromne zagrożenie dla społeczeństwa, dlatego od ostatniego miesiąca tego roku wkraczamy w fazę przedwojenną i zmieniamy tryb pracy. 
Wszyscy muszą współpracować. Musimy być silni, dlatego właśnie powstały obozy treningowe. Każdy chłopiec i dziewczynka w wieku 6 lat, trafia do własnej frakcji. Oddzielne płciowo miejsca, mają na celu wyszkolenie najbardziej przebiegłych, chytrych, sprytnych oraz zimnych wojowników. Każde z nich, ma swój obowiązek ratowania państwa. Ciąży na nich wielka odpowiedzialność. Wojna dopiero się rozpoczyna."
Podpis i pieczęć:
Najwyższy Zarząd Kapitolu.
 
Wywracam oczyma na tenże tekst przypominając sobie, że moi rodzice postanowili pozbyć się mnie szybciej i już w wieku czterech lat pojawiłam się w obozie.

Obywatele od 10 lat odkąd wkroczyli na wojnę, mogą zrezygnować z walk na rzecz rozwoju państwa i zacząć żyć w trybie osiadłym, stwarzając rodzinę i pracując na rzecz swoją i państwa. W ten sposób nasza społeczność będzie spełniona oraz bezpieczna. W ten sposób każdy zapracuje na swoje istnienie.

Przeraża mnie fakt dziesięcioletnich walk, które i tak 1/4 walczących nie przeżywa. Przeraża mnie to, że być może nigdy się nie zakocham. Chodź wcale nie znam uczucia miłości, wiem z ksiąg, że jest to coś nadzwyczaj silnego i prawdziwego. Coś, co zmienia nas od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Że przemknę gdzieś tu na świecie chwilowo, a następnie wszyscy zapomną o kimś takim, jak Rachel Snakes.
Przeraża mnie wizja mojej śmierci.
____________
Pierwsze rozdziały są nudne, ale przynajmniej poznajecie bohaterów. :) Jak Wam podoba się rozdział?
Czekam na Wasze opinie!
Pamiętajcie o drugim blogu
: http://glow-in-your-eyes-enlighten-my-world.blogspot.com/
ask : http://ask.fm/LoveMeKissMeeee


5 komentarzy:

  1. Ale świetny rozdział :D Bardzo podoba mi się to opowiadanie i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!

    www.collision-fanfiction.blogspot.com

    I informuj mnie @TinyDrug

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział. Ciekawie się zaczyna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle cholernie mi się podoba :) Podoba mi się ta relacja Rachel i Blooda. Jest taka inna, tajemnicza, no po prostu niesamowita. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. I przepraszam, że nie zawsze komentuje, ale czasami wynika to z braku czasu albo z mojego lenistwa, ale KAŻDY rozdział czytam :)
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju, to jest strasznie oryginalne i bardzoi mi się podoba. Wwidzę, że zupełnie zmieniłaś teraz styl pisania i wszystko opisujesz w czasie teraźniejszym. Cóż, nie przepadałam za takim stulem, ale wiesz, u Ciebie mi się to podoba, ponieważ jestes naprawdę do ra w pisaniu, ale to już wiesz, co do rozdziału, ależ on mi cholernie działa na nerwy i chyba nie tylko mi. Zabiłabym go na miejscu Rachel, gdyby tylko nadarzyła się okazja. No i znów, tych włosów za Boga bym mu nie wybaczyła ;D
    Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, rozdział wcel nie jest nudny, a wspaniały ;*
    final-justice-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodaj proszę! <3

    OdpowiedzUsuń